Medusa piercing - czyli wszystko czego chcielibyście się dowiecieć o "po przekłuciu" w praktyce

sobota, maja 30, 2015

Hej kochani :)

Po opublikowaniu mojego wpisu na temat przekłucia, które robiłam parę miesięcy temu dostawałam wiele wiadomości od Was z pytaniami jak dbałam o mój nowy kolczyk i generalnie jak to wszystko wygląda w praktyce. Postanowiłam więc wyjść naprzeciw Waszym oczekiwaniom i napisać post na ten temat. Pomyślałam, że będzie to najlepszy sposób aby odpowiedzieć na wszystkie pytania, które od Was otrzymałam. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprosić serdecznie wszystkich zainteresowanych do lektury tego posta :)

Nad moim przekłuciem typu Medusa zastanawiałam się naprawdę długo. I choć podobało mi się najbardziej ze wszystkich innych przekłuć miało też wiele minusów, które hamowały mnie przed jego zrobieniem. Rozważałam również przekłucie płatka nosa oraz przekłucie Monroe. Medusa jednak najbardziej do mnie pasowała i tak naprawdę wiedziałam, że jeśli nie zdecyduję się w ostateczności na tego typu kolczyk, to nie zdecyduję się na żaden inny. No i na tym stanęło :) Pewnego dnia decyzja zapadła i zaczęłam szukać odpowiedniego piercera. Wybrałam chyba najlepszego z możliwych - Morbida. W lepsze ręce nie mogłam trafić, co potwierdziła moja wizyta w jego salonie. Relację z tej wizyty i przekłucia możecie przeczytać TUTAJ. Pod tym linkiem znajdziecie również wszelkie namiary na salon piercingu, w którym miałam robiony mój kolczyk. Polecam!

Po przekłuciu, zgodnie z zaleceniami piercera, stosowałam bardzo regularnie trzy podstawowe rzeczy: Octenisept, sól fizjologiczną oraz gaziki jałowe.




W te rzeczy musicie się zaopatrzyć tuż po zrobieniu sobie nowego kolczyka. Trzy razy dziennie oczyszczałam swoje przekłucie solą fizjologiczną. Wpuszczałam kilka kropelek na kolczyk, odczekiwałam 1-2 minuty aż zaschnięta limfa się odmoczy, po czym zbierałam ją delikatnie jałowym gazikiem. Po tym zabiegu spryskiwałam czysty patyczek do uszu kilka razy Octeniseptem i przemywałam nim przekłucie od wewnętrznej strony wargi jak i na zewnątrz (wypychając kolczyk najbardziej jak się tylko da). Można również spryskiwać przekłucie bezpośrednio tym płynem dezynfekującym. Ja robię tak od jakiegoś czasu. Przez kilka tygodni po przekłuciu po każdym posiłku płukałam jamę ustną zimnym naparem z rumianku.

Podczas mycia twarzy należy pamiętać aby żadne mydła, płyny do demakijażu, żele do mycia itp. nie dostały się do gojącego się przekłucia! Również podczas nakładania kremów, maseczek, fluidów czy pomadek musimy być bardzo ostrożne i omijać szerokim łukiem nowy kolczyk. Dostanie się jakichkolwiek kosmetyków do ranki spowoduje jej zapchanie, a to wiąże się z opuchnięciem oraz zatkaniem miejsca przekłucia i wywiązaniem się zakażenia. Dziurka musi mieć przepływ powietrza - jest to niesamowicie ważne podczas okresu gojenia!

Miałam od Was pytania jak nowe przekłucie ma się do picia oraz spożywania posiłków. Otóż z pewnością u każdego będzie wyglądało to zupełnie inaczej. Ja przedstawię Wam jak to wyglądało mniej więcej w moim przypadku. Na początku unikałam zupełnie picia alkoholu - to jest bardzo ważny aspekt, który wpływa też na to jak szybko zagoi nam się ranka. Przez bardzo długi okres (chyba ponad 3 miesiące) nie spożywałam produktów mlecznych (szczególnie tych zawierających bakterie probiotyczne), czyli jogurtów, serów itp. Przez ten sam okres czasu nie jadłam też zup. Po prostu sobie tego nie wyobrażałam. Nic co związane z jedzeniem łyżką (tym bardziej gorących rzeczy) nie wchodziło w grę. Wszelkie płyny (chłodne) wciągałam za pomocą słomki. Jedzenie tylko w drobnych kawałkach nożem i widelcem (włączając w to kanapki :P). Nie było mowy o odgryzaniu pokarmów zębami, tylko i wyłącznie wcześniejsze ich pokrojenie i wpakowanie ich sobie do buźki sztućcem.




Co do mycia zębów to oczywiście trzeba z manewrowaniem szczoteczką bardzo uważać żeby nie zahaczyć o kolczyk. Przez jakiś miesiąc, może trochę dłużej, nie używałam zwykłej pasty, ale pomarańczową pastę Elmex. Taką zalecił mi mój piercer. Później zaczęłam stosować już zwykłą pastę i moje przekłucie nie miało mi tego za złe ;)

Może komuś wyda się to co pisze śmieszne i może uzna, że jestem nadwrażliwa na punkcie dbania o kolczyk, ale tak już mam i tak postępowałam. Nie chciałam bowiem narobić sobie jakichś problemów. Wolałam dmuchać na zimne.

Moje przekłucie ma już 6 miesięcy, ale ciągle jeszcze nie wygoiło się do końca. Pomimo tego, że tak bardzo o nie dbałam ciągle jeszcze sączy się z niego limfa. Na zewnątrz wygląda bardzo dobrze, nie ma zaczerwienień, podczas całego okresu gojenia nie wdało się żadne zakażenie. Teoretycznie wszystko przebiega zgodnie z planem, ale jednak nie do końca. Medusa jest raczej problematycznym miejscem do gojenia się, jest to warga, której cały czas używamy, tak że kolczyk w niej ciągle się rusza i "nie ma spokoju".

Mój kolczyk od samego przekłucia nie był zmieniany, kiedy się uśmiechałam sięgał mi prawie do nosa, co wyglądało dość demonicznie :P Jakiś czas temu postanowiłam w końcu zmienić go na krótszy. Stwierdziłam, że może ten mega pręcik drażni kanał przekłucia i dlatego ranka tak długo się goi. Pojechałam więc do najbliższego salonu piercingu gdzie zmieniono mi kolczyk na krótszy, wykonany z bardziej elastycznego materiału niż miałam wcześniej. Miejmy nadzieję, że to pomoże w lepszym gojeniu się dziurki. Podczas wymiany kolczyka okazało się, że ranka w środku jest na tyle świeża, że już po 3-4 minutach od wyjęcia starego kolczyka piercerka miała wielki problem z włożeniem nowego. Tkanki wewnątrz dziurki zaczęły się bowiem zasklepiać i trzeba było wciskać nowy kolczyk niemal na siłę co, nie ukrywam, trochę bolało. Nic nie przebije jednak bólu samego przekłucia :P Mam nadzieję, że nikogo tym nie nastraszyłam ;)

A wracając do sedna, mam już nowy, krótszy kolczyk, z innego, bardziej giętkiego bioplastu, kolczyk ma większą podstawę i jest tym samym nieco wygodniejszy w noszeniu, ponieważ nie wżyna się tak mocno jak poprzedni we wnętrze wargi. Dostałam nowe zalecenia pielęgnacyjne i od jakiegoś czasu ograniczyłam stosowanie Octeniseptu do odkażania ranki co 2 dzień, zaczęłam za to codziennie stosować okłady z kory dębu. Sól fizjologiczna i gaziki bez zmian. A tak oto prezentuje się moja nowa biżuteria :)




Oczywiście wiem, że może być tak, że mój organizm za nic na świecie nie chce zaakceptować faktu, że umieszczono w nim obce ciało i z całych sił pragnie je odrzucić. Tak to bywa z przekłuciami, niestety. Jednak piercerka, u której byłam na wymianie kolczyka mówiła, że najczęściej odrzucenie kolczyka jest w przypadku chrząstek ucha, bardzo rzadko w przypadku warg. Stwierdziła, że warto się przemęczyć i wypielęgnować moje przekłucie, ponieważ prezentuje się u mnie wyjątkowo ładnie. Te słowa zachęciły mnie do dalszego działania i nie poddawania się :) Trzymajcie więc za mnie kciuki :)

Podsumowując chciałabym Wam jeszcze uświadomić fakt, że przekłucie ciała nie wiąże się tylko z jednorazowym kosztem samego przekłucia właśnie. Dochodzą do tego codzienne, albo jak kto woli, comiesięczne nakłady finansowe, które musimy ponieść na rzecz dbania o nasz nowy kolczyk. Ja nie chcę już nawet liczyć ile wydałam przez te 6 miesięcy od samego wykonania piercingu. No ale na zdrowiu nie można oszczędzać, więc jeśli już decydujemy się na taki właśnie krok jak zrobienie sobie kolczyka to musimy pamiętać, że ta decyzja ponosi za sobą odpowiednie koszta, które musimy ponieść aby nasze przekłucie było odpowiednio pielęgnowane.

Troszeczkę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe :) Chciałam po prostu poruszyć wszelkie ważne kwestie związane z tym tematem. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, nie zraziłam do piercingu i że odpowiedziałam na wszystkie nurtujące Was pytania dotyczące okresu po zrobieniu nowego kolczyka i dbaniu o niego. Jeśli coś pominęłam, macie jakieś wątpliwości czy dodatkowe pytania dotyczące tego tematu to piszcie w komentarzach lub wysyłajcie mi wiadomości na maila lub poprzez formularz na blogu - na pewno odpowiem.

A tymczasem żegnam się z Wami :) Papa!


Inne posty na podobny temat:

11 komentarze

  1. Bardzo ciekawy post. Uważam,że dobrze,że tak dbałaś i dbasz o kolczyk. Dzięki temu nie miałaś problemów tj. zakażenie. :) Kolczyk wygląda świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi podobają się kolczyki w nosie jednak sama nigdy bym takiego nie zrobiła, w uszach mi wystarcza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda super ;) Ale dużo zachodu z nim :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam kiedyś kolczyk w nosie i w chrząstce na uchu ale na samą myśl dzisiaj boli mnie wszystko :) Niemniej,jednak kolczyki podobają mi się u innych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolczyk w tym miejscu prezentuje się niezwykle ciekawie :) ale sama chyba nie miałabym odwagi i cierpliwości w pielęgnacji po przekłuciu więc Tobie gratuluje wytrwałości o właściwe dbanie o te przekłute miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej, ja to kolczyki wyłącznie w uszach ;) ale nie powiem, podoba mi się!

    OdpowiedzUsuń
  7. To zdecydowanie nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ooooo kolczyk jest rewelacyjny!!

    OdpowiedzUsuń
  9. tak z ciekawości spytam, bo kusi mnie taki kolczyk :)
    nie wiem czy tylko ja to czuje i czy tylko ja zwróciłam na to uwagę ale nad górną warga pionowo przebiega mi taka jakby żyłka? jest to wyczuwalne , czy ty tez tak masz i czy kolczyk przebiega przez to ? czy tylko ja to czuje i panikuje że jeśli zrobię kolczyk w tym miejscu to ta żyłka zostanie przekłuta i nwm np strace czucie w górnej wardze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że w górnej wardze przebiega taka żyłka, która jest bardzo ważna. Ale zrobienie kolczyka w tym miejscu nie przebija jej, nie uszkadza w żaden sposób ani, nie daj Boże, nie powoduje utraty czucia w górnej wardze. Tak że śmiało możesz zrobić sobie tą ozdobę :)

      Usuń