Moje wrażenia po dzisiejszej wizycie u fryzjera...

piątek, maja 16, 2014

Witam.

Pisałam Wam jakiś czas temu, że w maju planuję udanie się do fryzjera w celu podcięcia końcówek moich włosów. Tak naprawdę to nie mogłam się już tego doczekać, ponieważ końcówki wyglądały już niezbyt pięknie i strasznie się plątały. Dziś w końcu nadszedł ten dzień i poszłam! Czy jestem zadowolona? Sprawdźcie sami.

Fryzjera boję się jak ognia! Dziś byłam w salonie po raz trzeci w całym swoim życiu. Szok, prawda? ;) Po poprzedniej wizycie, która odbyła się w listopadzie zeszłego roku, byłam bardzo zadowolona. Fryzjerka ładnie wycieniowała mi włoski, dodała im przez to objętości, prezentowały się naprawdę fajnie. Wierząc, że kolejna wizyta również będzie należała do udanych, wybrałam się do tej samej, sprawdzonej już pani. Może za pierwszym razem nie zwracałam jeszcze za bardzo uwagi na to, jak należy obchodzić się z włosami, może nie zależało mi też tak bardzo na każdym centymetrze długości moich włosów, które od listopada tak skrupulatnie zapuszczam i o nie bardzo dbam. Może właśnie z tych wymienionych przyczyn nie byłam już tak zachwycona podczas mojej drugiej wizyty u fryzjera.

Byłam umówiona na godzinę 16:00. Przyszłam punktualnie. Nie doceniła tego jednak moja fryzjerka i kazała mi czekać aż godzinę, miała bowiem "lekkie" opóźnienie. Okej. Wszystko się może zdarzyć. Czekałam więc cierpliwie na swoją kolej. Po około godzinie siedzenia (przeczytałam wszystkie gazety, które były wyłożone na stoliku) pomocnica fryzjerki zawołała mnie do myjni. Powiem Wam szczerze, że nie rozumiem kompletnie zachwytów niektórych osób nad myciem głowy u fryzjera. "Jak te panie świetnie masują głowę! Można zasnąć!" Aha! Akurat! Ten cały zlewik (czy jak się to fachowo nazywa) jest okrutnie niewygodny!

Kolejny raz przeżywałam katusze podczas mycia głowy. Na początku - w miarę okej. Za jakąś chwilę zaczęłam jednak czuć nieprzyjemny nacisk na moją szyję, która niemiłosiernie bolała. Później ból przeszedł na plecy. Myślałam, że pękną! W dodatku dziewczyna strasznie grzebała się z myciem moich włosów. Modliłam się tylko, żeby to się wreszcie skończyło. Po namydleniu głowy i przesadnie skrupulatnym jej umyciu nastąpiło wreszcie spłukiwanie! Pomyślałam: "uff, nareszcie! jakoś przeżyłam te mordęgi!" Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu dziewczyna zaczęła nakładać na włosy odżywkę! "No tak, odżywka! Jak mogłam o niej zapomnieć???" Chyba już tak byłam wykończona przez ten nieznośny zlewik, że wolałam wyprzeć ze świadomości, że po myciu włosów zawsze nakłada się odżywkę. Nastawiłam się na kolejne kilka minut masowania włosów i głowy (i coraz większy ból szyi i pleców).

Wreszcie dziewczyna skończyła! Ale to nie koniec koszmaru, o nie! Dziewczyna wzięła ręcznik (!) i zaczęła trzeć nim moje włosy! To ja tylko mięciutkich pieluszek używam, odciskam w nie włosy, co by nie uszkodzić ich struktury, a ona bezczelnie szoruje mnie ręcznikiem?! Musiałam przeżyć. Po tarciu czekała mnie kolejna niespodzianka: "Jeszcze chwilę niech pani sobie tu posiedzi, aż koleżanka skończy czesać tamtą panią"! O nie! Kolejne okropne chwile ze zlewikiem :( Na szczęście mogłam się już wyprostować. Czekałam z mokrą głową ładnych parę minut pozostawiona sama sobie. W końcu jakimś cudem usiadłam na fotelu i zajęła się mną moja fryzjerka. Dokładnie wytłumaczyłam jej czego oczekuję. A mianowicie podcięcia końcówek o nie więcej niż 1cm zgodnie z cieniowaniem, które miałam na głowie. Zrozumiała (niby) i zaczęła rozczesywanie! To dopiero był dla mnie szok!

Ja czeszę włosy delikatnie, jak coś się splącze (a zwykle się splątuje) rozdzielam ostrożnie palcami. Fryzjerka niczym opętana zaczęła szarpać grzebieniem moje włosy, co chwila dało się słyszeć charakterystyczny dźwięk szarpanego na siłę kudełka. Szok! W końcu rozczesała. Uff! Myślicie, że to koniec mojego włosowego koszmaru? O co to, to nie! Nie ma łatwo.

Przyszło do obcinania. Fryzjerka robiła to profesjonalnie i pewnie. Co do tego nie mam jej nic do zarzucenia. Obserwowałam tylko, jak długie pukle spadają mi na ramiona. Troszkę się uspokoiłam, kiedy zobaczyłam, że nie są to jednak włosy o długości np. 4 czy 5 cm. Były dość krótkie. Na koniec pani nie omieszkała poszarpać najkrótszą warstwę włosów nożyczkami do cieniowania (?). Strasznie to wyglądało! Moje już włosy, najzdrowsze ze wszystkich, pociachała, połamała i porwała! Okropieństwo! :( Po obcięciu przyszedł czas na suszenie. Tak, tak, bo przecież nie mogłam wyjść z mokrymi włosami z salonu. Na suszarkę nastawiałam się już długo przed pójściem do fryzjera, bo wiedziałam, że bez niej akurat się nie obędzie.

Chciałam, aby moje loki układały się naturalnie. Fryzjerka wszystko "zrozumiała" i nałożyła na moje włosy tonę jakiegoś nieznanego mi zupełnie stylizatora a potem "troszkę brylantynki, żeby włoski ładnie się świeciły". Co było zrobić? Zacisnęłam zęby i poddałam się zabiegom. Suszenie mega gorącym powietrzem z suszarki na szczęście z dyfuzorem (nie suszę swoich włosów praktycznie nigdy, a jeśli już, to chłodnym nawiewem), oparzenie lewego ucha, potem ta koszmarna brylantynka.

Wreszcie nastąpił koniec tej męczarni moich biednych włosów. Fryzura była gotowa! Uciekłam z fotela najszybciej, jak się tylko dało, w razie jakby pani fryzjerce przypomniało się, że nie spryskała włosów dwoma tonami lakieru :/ Zza pleców usłyszałam tylko: "nie chce pani obejrzeć fryzury z tyłu?" Odmówiłam, bo chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, żeby zmyć to wszystko, co zaserwowała moim włosom, ale na nic się to nie zdało. Dostałam lusterko i musiałam wrócić w okolice fotela (nie usiadłam już, bo strach mi na to nie pozwolił). Obejrzałam szybko włosy, oddałam lusterko, zapłaciłam i oddaliłam się szybkim krokiem z miejsca zbrodni na moich włosach.

Po powrocie do domu obejrzałam fryzurę dokładniej i stwierdziłam, że wyglądam jak pudel. Moje włosy były spuszone, skręt był bardzo drobny, totalnie nieregularny, po nabłyszczającej brylantynce zrobił się jeden wielki mat! Efekty przed i po wizycie u fryzjera umieszczam poniżej.




W pierwszej chwili wydawało mi się, że włosy nie zostały jakoś drastycznie podcięte. Wytrzymałam z tymi wszystkimi świństwami na głowie jakiś czas. W końcu jednak stwierdziłam, że nie będę się tak dłużej męczyć zastanawiając się, co takiego zostało nałożone na moje biedne włosy i poszłam do łazienki umyć głowę. Czułam, że kosmetyki, które znalazły się na moich włosach nie były zbyt ciekawe, dlatego zdecydowałam się na ostre myjadło z SLS - mój wybór padł na szampon Bambino ;) Wolałam w jakimś stopniu mieć pewność, że zmyję wszystko (mam nadzieję), co fryzjerka mi zaaplikowała. Później nałożyłam odżywkę od Yves Rocher do włosów kręconych (jedna z moich ulubionych) i zostawiłam włosy do naturalnego wyschnięcia. Od razu zrobiło mi się lżej :) I moim włosom też :) Były mięciutkie i lśniące (i to bez brylantynki! :P).

Kiedy włosy wyschły, wpadłam w lekką panikę. Było ich o wiele mniej i były znacznie krótsze. Czy oby fryzjerka faktycznie zrozumiała, że podcięty miał być 1cm? Postanowiłam to sprawdzić. Zmierzyłam więc długość włosów. Przed podcięciem miały 64,5cm natomiast po wizycie ich długość wynosi 62,5cm. Troszkę się chyba omsknęły nożyczki, bo włosy mam skrócone o połowę więcej, niż chciałam. Ich długość jest więc teraz dokładnie taka, jaką miałam na koniec lutego. 2 miesiące zapuszczania w plecy :( Ale końcówki są już znowu ładne. Zapewne minie kolejne pół roku, zanim pójdę znów do fryzjera...

Jak widzicie, moja wizyta w salonie fryzjerskim nie była tym razem zbyt przyjemna. Możliwe, że zwykły śmiertelnik byłby z takiej obsługi bardzo zadowolony ;) Trafiło jednak na włosomaniaczkę, która dostrzega trochę więcej szczegółów dotyczących pielęgnacji włosów. Niestety, taki los. Jest dokładnie tak, jak dziś podsumowała moją wizytę u fryzjera moja mama: "za dużo wiesz" ;)

Jeśli ktoś przebrnął przez cały mój dzisiejszy post to gratuluję :) Musiałam się Wam po prostu wyżalić. Na osłodę dzisiejszych koszmarnych chwil dostałam przesyłkę, w której znalazłam szampon do włosów suchych z dodatkiem mydła Aleppo oraz mydło z Aleppo 12%.




Kosmetyki otrzymałam w ramach współpracy z Mydlarnią marsylskie.pl za co bardzo dziękuję :)

Co myślicie o moim dzisiejszym wpisie? Trochę się czepiam? Jakie Wy macie doświadczenia i przemyślenia po wizytach u fryzjera? Piszcie koniecznie! Jestem strasznie ciekawa.

Pozdrawiam Was serdecznie :)

Inne posty na podobny temat:

47 komentarze

  1. Moje przygody z fryzjerem, również można policzyć na palcach jednej ręki. Pamiętam, że każda wizyta była nieprzyjemna (szarpanie, tarcie moich włosów) i kończyła się totalną porażką (włosy o wiele krótsze, nieładnie ścięte). Dlatego postanowiłam, że sama zajmę się nimi i zaopatrzyłam się w profesjonalne nożyczki. Mam o tyle łatwiej, że podcinam moje włosy na prosto, więc nie jest to skomplikowane. Nie potrzebuję cieniowania a inne rodzaje podcięcia do moich włosów nie pasują.
    Moim zdaniem Twoje włoski ładnie wyglądają po skróceniu, nabrały gęstości. Myślę, że te dwa centymetry były konieczne. Teraz włosy są geste na całej długości, jest o wiele lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama niestety nie byłabym w stanie obciąć swoich włosów. Są pocieniowane i byłoby to chyba nawet niemożliwe, żebym zrobiła to samodzielnie ;) Masz szczęście, że możesz to robić sama.

      Usuń
  2. Myślę, że samo cięcie (może oprócz tego degażowania najkrótszej warstwy) jest jak najbardziej na plus - pozbyłaś się mysich ogonków, włoski wyglądają na zdrowe i gęste (i na pewno takie są! :)) Co do samej obsługi, absolutnie się nie dziwie - mnie nigdy nie myto głowy u fryzjera, ale masakrę z suszarką i brylantynką zawsze przeżywałam. Dlatego od dluższego czasu obcinam włosy sama.

    Masz śliczne loczki! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za miłe słowa :) Wiem, że moje włosy wymagały podcięcia. Przeżyłam jednak mały koszmar w salonie fryzjerskim. Na przyszłość będę wiedziała, że nie życzę sobie degażowania. Dziękuję za radę w tej kwestii :)

      Usuń
    2. też miałam degażowanie włosów. nigdy wcześniej tego nie widzialam, a wyglądało to okropnie, włosy tak jak mówisz były rozerwane i sterczały gdzie chciały.. wyglądały gorzej niż przed ścięciem, niestety ja ściełam dużo włosów (do ramion).. poszłam do drugiej fryzjerki i była w szoku co się stało z moimi włosami.. teraz stopniowo ścinam to okropieństwo i zapuszczam je od nowa.. efekt degażowania najbardziej widoczny był przy wyprostowanych włosach, masakra.. nie chce nawet o tym mysleć, wyglądały jak popalone włosy

      Usuń
  3. Witaj w świecie niezadowolonych po wizycie u fryzjera:D A na serio, to trudno jest znaleźć fryzjera idealnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już się boję kolejnej wizyty, chociaż mam dopiero tą niedawną za sobą :/

      Usuń
  4. nie mogę się na dziwić, ale ty masz piękne włosy !
    a u mnie coś na dzień dziecka :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem Ci,że ciekawie miałaś:) Ja chodzę do mojej sprawdzonej fryzjerki już kilka dobrych lat,choć wiem co to jest ciągnięcie za włosy podczas rozczesywania.
    Też mam zamiar w najbliższym czasie udać się do salonu,ale po skrócenie więcej niż 1 cm bo moje końcówki są bardzo przerzedzone,trzeba z tym coś w końcu zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem chyba sama rozczeszę swoje włosy w salonie...

      Usuń
  6. Tak to już jest, że jak się wkręci we włosowy temat, znalezienie NORMALNEGO fryzjera to cud :/ Mam sprawdzoną fryzjerkę, której tylko ostatnio się trzymam. Choć nie znoszę ostatnich czynności stylizacyjnych: tj pianki, dyfuzora i ton lakieru(mam włosy falowano-kręcone, czyli zależy jak się ułożą;)), dlatego chodzę tylko na podcięcie końcówek i najczęściej jest tak jak chcę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz szczęście do fryzjerki :) Gratuluję :)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci kochana :) W moim odczuciu po wizycie u fryzjera były okropne!

      Usuń
  8. W andrzejki byłam u fryzjera w celu podcięciu kocówek, powiedziałam dla fryzjerki, że chcę obciac 10 cm wlosow, a ona obciela mi 5, wiec o polowe mniej, ale w sumie jestem zadowolona z tego, ze obciela mi mniej, lecz po obcieciu nalozyla mi cos na wlosy, po czym byly one strasznie posklejane i nie chcialy sie krecic, musialam je umyc dwa razy szampinem z SLS. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to za fryzjer, który skraca o połowę mniej włosów, niż się chciało skrócić? ;) Takiego bym chciała mieć! :)

      Usuń
  9. przebrnęłam i to z zainteresowanie do końca:) ja ostatnio zdecydowałam się na boba, niby wszystko okay, ale dopiero teraz zauważyłam jak mam nie równo ścięte na karku, masakra jakaś, ale czekam aż odrosną i się zrównają z dłuższymi przednimi kosmykami, bo boję się, że znów byłabym rozczarowana z poprawek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój facet też widzi jak mu odrastają włosy, jak są nierówno ścięte :/ Masakra z tymi fryzjerami! :/

      Usuń
  10. po wizycie u fryzjera wygladaja gorzej :P
    ale dojdą do siebie dzieki twojej trosce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyglądają dużo gorzej :/ Biorę się za nie koniecznie! :)

      Usuń
  11. Rzeczywiście widać różnicę w skręcie. Mnie też strasznie denerwuje gdy fryzjerka rozczesuje mi włosy grzebyczkiem, którym można raczej tapirować włosy lub robić przedziałek...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciachnęła Ci konće chyba na długosci jednak większej niż 1cm... W ogole biedna jestes, ja już bym w trakcie obcinanai zaczęła ochrzaniać fryzjerkę a ty wytrzymałas do końca gratuluję :) Ja po jednym cięciu jak zostały mi obcięte "końce " to 3 miesiące włosy się zbierały żeby w ogóle urosnąć, dopiero po 3 miesiącach odrosły mi 2 cm z jakichs 10 scietych...

    OdpowiedzUsuń
  13. Niezła fryzjerka ;) Zawsze, gdy natrafiam na takie szarpiące włosy, upominam je, żeby czesały delikatniej - polecam ;) Dodaję do obserwowanych ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Swietny wpis, usmialam sie :) Sama dokladnie w taki sam sosob wspominam zlewik u fryzjera- toz to jakas katorga jest ;) Brylantynka najlepsza ;D
    Masz piekne wlosy, po wizycie, poza nieregularnym skretem i tak prezentuja sie bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. zawsze zwracam uwagę fryzjerom gdy szarpią włosy, albo proponuje ze sama je po prostu rozczesze i nigdy nie spotkałam się z odmową, bo moje włosy ciężko komus innemu rozczesać ;) poza tym zawsze ilekroć bym się nie cieła to fryzjerzy po ścięciu usiłują rozprostować na siłę mi włosy, raz zdarzyło mi się nakrzyczeć, bo czułam przy twarzy zapach spalenizny a włosy i tak były wiwinięte..., no i centymetry standardowo, proszę o 2 i zazwyczaj wychodzi od 5 w górę :P ogólnie to kupiłam nożyczki fryzjerskie i teraz sama tnę włosy z przodu, które jeszcze żaden fryzjer nie ściął mi tak żebym nie wyglądała jak paź, a z tyłu te co są prostsze to proszę kogoś o pomoc, a Twojej wizyty współczuję, nie wytrzymałabym na Twoim miejscu do końca ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ogólnie boję się fryzjerów,dlatego włosy podcina mi Wojtek.

    OdpowiedzUsuń
  17. ja fryzjerów również się boję i za każdym razem jak jadę do fryzjera uginają mi się nogi, mimo zaufania i tego, że wiem, że włosy będą obcięte jak chce bez żadnego zaskoczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Fryzjer? Albo mama albo ja sama. Nawet mojemu chłopakowi bym włosy oddała, ale fryzjerowi?
    Jeśli juz kiedyś trafię na fotel (pewnie przy ślubie) to będę tak pyskować jak mi się coś nie spodoba, że aż poprawię sobie humor tak bardzo, że mnie mój własny facet nie pozna.

    OdpowiedzUsuń
  19. 2 cm mniej to nie tragedia ;) gorzej, że po prostu włosy przeszły chemiczne pranie i szarpanie ;/
    Też nie lubię zmywaka :D Na szczęście znalazłam fryzjerkę, która nie myje włosów gdy nie ma takiej potrzeby, a jedynie je spryskuje. ;) a nie wspomnę o tym, że kręcone włosy tnie się na sucho.

    OdpowiedzUsuń
  20. Podziwiam, że siedziałaś tam cicho i nie uciekłaś wcześniej. Mam tak złe doświadczenia, ze już nie pamiętam kiedy byłam u fryzjera... na szczęście ma mi kto włosy podcinać.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dlatego obcinam się sama i nidy nie wyszlam na tym zle :D konce odżyly, ale widać, że fryzura nie jest zadowolona :D dobrze, że potem zajęłaś się nimi sama.

    OdpowiedzUsuń
  22. 2 cm to wcale nie tak dużo ^^ A końcówki jak ładnie wyglądają ^^ Też nie lubię fryzjerów, ale cóż, czasami trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. ja bardzo lubię wizyty u fryzjera :) ale ten zlewik naprawdę wrzyna się w kark :( ale następnym razem pójdę do babci, albo koleżanki - darmowe cięcie, a tnę na prosto, bo moje cienkie włosy nie lubią cieniowania.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedyś rozmawiałam z fryzjerem i ona powiedziała mi, że to bardzo denerwujące, kiedy przychodzi klient i żąda obcięcia 1cm włosów.. Po pierwsze ten 1cm bardzo mało zmieni jeśli chodzi o strukturę włosa, a gdy już obetnie 2cm więcej to klient ma wielkie pretensje. Gdy idę do fryzjera najczęściej mówie, żeby obciąć tyle ile wymagają tego koncówki i chyba to jest zdrowe podejście :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ojj ja z tą umywalką też mam problem :D niby masaż głowy miły, ale nie mogę się doczekać kiedy skończy to mycie, nakładanie odżywek itp bo kark mi już strasznie drętwieje....tam powinna być jakaś poduszka zamontowana :) Moja fryzjerka włosów nie pociera, a jedynie zawija w taki cienki ręczniczek i do cięcia :) Lubię ten efekt "włosów od fryzjera" - ładnie pachnących odżywką i miękkich w dotyku ;] A niech sobie aplikuje co chce (włosomaniaczką nie jestem, więc mi to nie przeszkadza) - byleby ładnie pachniało i włosy się układały (zwykle jednak fryzjerka utrwala je delikatnie lakierem, żeby grzywka się trzymała).

    OdpowiedzUsuń
  26. po wizycie faktycznie wyglądały na jakieś takie 'ciężkie'.
    czasem po prostu włosy wymagają nakładania wielu kosmetyków

    OdpowiedzUsuń
  27. mnie sie bardzo, ale to bardzo podobają!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  28. O rany, jaka koszmarna wizyta, może ja się tak mocno nie znam, ale też byłabym przerażona ;) Ja to jak już idę, to idę z umytymi włosami i pozwalam je tylko trochę zmoczyć ;)) Miałam fajną fryzjerkę, ale zlikwidowała interes i nie mogę na fajną trafić i dlatego też rzadko chodzę ;)
    Włosy masz śliczne :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Niestety dobry fryzjer to skarb... takie koszmarki fryzjerskie to chyba mój chleb powszedni... praktycznie za każdym razem mi coś nie pasuje. I nie to, żebym była wybredna, ale tony jedwabiu na moich cienkich włosach w ogóle nie funkcjonują. Do tego to prostowanie włosów w celu ich podcięcia.. :/

    OdpowiedzUsuń
  30. Dlatego ja omijam fryzjera z daleka. Juz 14 miesiecy bez fryzjera!

    OdpowiedzUsuń
  31. Szczerze Ci powiem, ze mam takie same doswiadczenia z fryzjerami. Raz poprosilam pania, zeby mi pocieniowala wlosy, co by sie ladnie ukladaly i nie puszyly...a wyszlam z fryzura na "mokra wloszke"...Eh ta milosc niektorych fryzjerow do brylantynki:P..

    OdpowiedzUsuń
  32. Sama się waham nad wizytą u fryzjera, aby nadać kształt mojej fryzurze, ale boję się, że fryzjerka kolejny raz zrobi tak jak uważa. A pewnie znów powie, że ona wiedziała lepiej czego potrzebują moje włosy :P u Ciebie na szczęście wszystko ładnie przebiegło :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Masakra chyba wszystki fryzjerki , szarpią włosy ręcznikiem , szybko i na siłę rozczesują , suszą mega gorącym powietrzem i podcinają więcej niż się mówi ( ja mam tak samo kiedyś powiedziałam że chcę obciąć 2 cm obcieła mi 4 . Więc bardzo ciężko jest znależć dobrego fryzjera:)
    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ale btw masz przepiękne włosy <3

    OdpowiedzUsuń
  35. Kochana powinnas sie odezwac i zwrocic uwage tym paniom :(

    OdpowiedzUsuń